Poczułem atmosferę EURO. Ale niestety nie na polskich ulicach, gdzie „brandingu” najważniejszej imprezy w historii Polski jakoś nie widać. Na Okęciu czy Dworcu Centralnym też nie. Hello! To już niespełna miesiąc, a jakby ktoś nie był zorientowany, to może się nie domyśleć, że niedługo w tym kraju odbędzie się tak istotna impreza. Nie potrafimy chwalić się tym co mamy. Pobudka!
Atmosferę EURO poczułem w … Bukareszcie! Stolicy Rumunii przyznano finał Ligi Europy. Widząc jak bawią się fani Atletico Madryt i Athletic Bilbao, poczułem radość, że Hiszpania mecze grupowe zagra w Polsce. Oczywiście, kibice „Los Colchoneros” i Basków należą do najlepszych w Primera Division, reprezentację wspierają inni, mniej barwni i głośni czy jak kto woli spontaniczni, ale uliczki Bukaresztu wypełnione barwnym tłumem, bawiącym się gorąco lecz odpowiedzialnie cieszył moje oczy. Marzę o tym, by w taki sposób potrafili się cieszyć futbolem polscy fani, nie tylko na Mistrzostwach Europy… Dążmy do niej, tzn. do Europy, także w tej kwestii. Opinię o Polsce na lata wyznaczą w czerwcu nie futboliści Franciszka Smudy, a właśnie ludzie poza boiskiem.
To co działo się na stadionie przed meczem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Hałas był tak ogromny, że nie byłem w stanie słyszeć Warszawy przez łącza. Ale to co urzekło i zadziwiło mnie najbardziej, to organizacja. Była perfekcyjna.
Lotnisko. Od razu przejmują się ludzie ubrani w barwy bukareszteńskiego finału. Jak po sznurku przekazywany z rąk do rąk trafiasz z terminala do auta, które zawozi cię do hotelu. Z niego autokarami z eskorta policyjną dostajesz się na stadion. Taksówką ( z dynamicznym kierowcą) zajmuje to godzinę, sprawdziłem to na własnej skórze przy okazji meczu Legii z Rapidem. Przy okazji finału trwa nieco ponad dwadzieścia minut. Na stadionie wszyscy mówią po angielsku, są grzeczni i chcą nieść pomoc. Mimo, że nie zawsze wiedzą, gdzie powinieneś wejść, by dostać się na właściwe miejsce, nie przeszkadza to. Zapytają przełożonego. Dziennikarzy, jak to w przypadku finału europejskiego finału są setki. Każdy jednak wykona swoją robotę. I spokojnie dostanie się do hotelu. A miasto żyć będzie do białego rana…
Bukareszt potrafi, a czemu takiego finału nie dało się zorganizować w Polsce? Czy nie byłby to wspaniały międzynarodowy sprawdzian dla Narodowego i ludzi, którzy mają pracować na nim na UEFA EURO 2012? Nie mówcie mi, że testem był mecz Legii z Sevillą czy spotkanie artystów z kolegami z Ukrainy. Mielibyśmy jeszcze jeden atut takiego rozwiązania. Obiekt musiałby być wcześniej gotowy niż był… Same korzyści… My znów zaspaliśmy. Jak zwykle. Następny finał Ligi Europy w Amsterdamie. A Warszawa, Poznań, Gdańsk czy Wrocław? Kiedy, pytam się, kiedy?
Dziś sądny dzień. Podobno. A piękny dla niektórych. Selekcjoner reprezentacji Polski poda tzw. szeroką kadrę na UEFA EURO 2012. A więc 26 piłkarzy, którzy będą – w teorii – bliżej ostatecznych powołań i szóstkę tych, którzy mają być gotowi, gdyby nagle zaczęli być potrzebni. Ludzie na standbye’u, jakbyśmy to dziś nowocześnie i młodzieżowo określili. Przedziwne.
Znów zaskakuje mnie bałagan informacyjny. Jest człowiek odpowiedzialny za kontakty z mediami – Tomasz Rząsa – a ciągle do gazet i portali wyciekają zbieżne informacje. Najpierw, że na Podzamczu (co za pomysł, by kadrę podawać przy okazji majówkowej plenerowej rozrywkowej imprezy?) poznamy dwadzieścia sześć nazwisk, z których skreślonych potem zostaną trzy. Potem, że wstępną nadzieję otrzyma trzydziestu dwóch graczy. Zacząłem się zastanawiać, skąd wziąć tak dużą liczbę tych, którzy posiadają „international level” i czy ktoś nie proponuje kolejnych paszportów dla ludzi z polsko brzmiącymi nazwiskami. I jak przeprowadzać potem treningi, skoro pojawią się trzy jedenastki> W końcu dowiedzieliśmy się, o ostatecznym pomyśle. A więc – raz jeszcze tłumaczę. Dwudziestu sześciu plus sześciu w rezerwie. Ale tych sześciu dowie się bez informacjo do mediów. Już widzę, jaki ta szóstka będzie w pogotowiu…
Jak dziś pamiętam UEFA EURO 2008, bo na nim na byłem. W Austrii znalazłem się tego dnia co piłkarze. Gdy wypadł (moim zdaniem sam zrezygnował)Tomasz Kuszczak z grilla spod Suwałk do Bad Waltersdorf dołączył Wojciech Kowalewski. Nawet ciężko było się do niego dodzwonić. Zasięgu w lesie nie było. Potem, gdy zdrowie Jakuba Błaszczykowskiego nie dawało gwarancji, że będzie do dyspozycji na mecze grupowe, Leo Beenhakker wybrał numer Łukasza Piszczka, wtedy podobnie jak Kuba też skrzydłowego. Dodzwonił się na … Rodos, bo chłopaka nie było nawet na tzw. liście rezerwowej. Żeby było śmieszniej, to właśnie on wszedł na pierwszą zmianę w pierwszym meczu. Niemal prosto z plaży na jednej z greckich wysp…
Polscy piłkarze, kandydaci i pewniacy do gry na UEFA EURO 2012, szybciej niż przypuszczałem opuszczają naszą ligę. Zimą z Legii Warszawa odeszli Maciej Rybus i Marcin Komorowski. Ten pierwszy był jesienią w tak fenomenalnej dyspozycji, że mógł nawet myśleć o pierwszym składzie na czerwcowy turniej. „Komor” zabezpieczał najgorzej w polskiej reprezentacji kadrze obsadzone pozycje, lewego i środkowego obrońcy. Obaj wybrali w mojej opinii dość dziwnie. Finansowo idealnie, ale rozwojowo już niekoniecznie. Czy z Tereka Grozny mogą trafić pod lepszy adres? W Rosji pewnie tak, ale już nie w zachodniej Europie. Do tego selekcjoner stracił ich z oczu, bo choć Polsat Sport pokazuje rosyjską ekstraklasę, to niestety w tym roku podzielono tę ligę. Jedna grupa walczyła o mistrzostwo i europejskie puchary, druga – ta słabsza – o utrzymanie. I z niej już nie było telewizyjnych transmisji. Nie wiemy czy Rybus zrobił postęp. Komorowski doznał groźnej kontuzji…
Mniej więcej w tym samym czasie, tyle że do Kaiserslautern odszedł Ariel Borysiuk. Miejsce fajne, stadion tętniący życiem i jest w niemieckiej Bundeslidze. Tyle, odkąd Ariel trafił na wzgórze Betzenberg, jego zespół nie wygrał żadnego meczu! Z hukiem spadł o klasę niżej. Defensywny pomocnik, które pewnie znajdzie się w szerokiej kadrze na EURO od sierpnia będzie grał w drugiej lidze. Nikt przecież go nie wykupi. Może pójść na wypożyczenie do … Legii. Ale ta nie będzie w stanie mu tyle płacić.
Teraz na transfer – też do 2 Bundesligi zdecydował się Grzegorz Wojtkowiak. TSV 1860 Monachium ma aspiracje awansu, ale nie jest to z pewnością zespół mocniejszy niż Lech Poznań, który „Dyzio” latem opuści. Na EURO na pewno się znajdzie. Jest pupilkiem Smudy.
Wydawało mi się, że polscy ligowcy poczekają na EURO i po nich będą przebierać wśród bardziej atrakcyjnych propozycji. Moim zdaniem się pospieszyli. A może czują pismo nosem i wiedzą, że nie będzie zbyt radośnie? Bez względu jednak na okoliczności, lub brak wiary w grę na turnieju, piłkarz który jest w kadrze na duży turniej zawsze jest bardziej łakomym kąskiem. Może przekonają się o tym Kamiński, Wawrzyniak czy Wolski.
Już jako 25 latek pojechał na swoje pierwsze Mistrzostwa Świata (Francja 1998), jeszcze w barwach TVP. Rok później został najmłodszym w historii TVP sprawozdawcą finału europejskiego pucharu (PZP). Potem już w Wizji Sport komentował pamiętne, bo wygrane przez Polskę eliminacje do MŚ 2002 i niezapomniane boje w Oslo z Norwegią i w Cardiff z Walią. Z Polsatem był na MŚ w Koreii i Japonii, na mundialu w Niemczech i EURO 2008, gdzie był głównym gospodarzem studia. Skomentował setki spotkań Champions League. Nominowany do nagrody "Dziennikarz Roku" i do "Telekamer" w kategorii komentator sportowy. Jest również felietonistą "Przeglądu Sportowego i " a do niedawna także"DJ Magazine", bo poza piłką jego pasją jest muzyka klubowa