reklama

Polskim kibicom grozi śmiertelne niebezpieczeństwo!

Polskim kibicom grozi śmiertelne niebezpieczeństwo!

Wyobraźmy sobie, że każdy fan ma na ręku coś w rodzaju banderoli z paczki do papierosów, a na niej napis „Kibicowanie albo zdrowie. Wybór należy do mnie”. Brzmi absurdalnie? Niekoniecznie.

W 1998 roku troje brytyjskich naukowców specjalizujących się w różnych dziedzinach medycyny - Douglas Carroll, Shah Ebrahim oraz Kate Tilling - wzięło pod lupę kibiców. Zainteresowali się zwłaszcza wpływem finałów mistrzostw świata na stan zdrowia fana. Dla zagorzałego sympatyka, którego drużyna awansuje do dalszej fazy turnieju oznacza to przecież prawie miesiąc życia w olbrzymim napięciu. Jak to się przekłada na nasz organizm? Okazuje się, że bardzo.

W grupie badanych znaleźli się ludzie w wieku 15-64 lat. Naukowcy skoncentrowali się głównie na dolegliwościach sercowych związanych z oglądaniem meczów. W czasie, gdy Anglicy rywalizowali z Argentyną w rzutach karnych (albicelestes wygrali konkurs „jedenastek” 4:3 i wyeliminowali Wyspiarzy), a emocje sięgnęły zenitu, liczba przypadków zawałów serca wśród badanych fanów reprezentacji Albionu zwiększyła się o 25 procent! Co ciekawe, napięcie, jakie wywołuje w kibicu spotkanie piłkarskie, tkwi długo i nawet podczas powtórki meczu, emitowanej w telewizji dwa dni później, liczba tego niezwykle groźnego schorzenia kardiologicznego była wyższa niż zwykle.

Warto też dodać, że na nasze zdrowie ma wpływ komu dopingujemy. Kto ma najlepiej? Sympatycy zespołów, które zadowalają się czymkolwiek - udaną akcją, paradą bramkarza, czy nawet minimalną przegraną. Tacy, dla których mecz jest miłym doświadczeniem, a nie dawką adrenaliny i nerwów. Przykładem mogą tu być kibice San Marino, wymagający od swoich piłkarzy jedynie dobrej zabawy. Dobrze jest też być fanem zespołu, który nie zawodzi i dostarcza dużo radości. Udowodniło to dwóch naukowców Fabrice Boulay i Frederic Berthier, którzy – również w 1998 roku – zajęli się kibicami gospodarzy, Francuzami. „Trójkolorowi” pod wodzą genialnego Zinedine’a Zidane’a rozkręcali się z meczu na mecz, aby w finale rozgromić Brazylię. Tym samym, dostarczyli swoim sympatykom mnóstwo pozytywnych bodźców i pośrednio przyczynili się do tego, że śmiertelność kibiców znad Sekwany podczas mundialu była niska. Dla porównania, Szwajcarzy którzy zawiedli na tych mistrzostwa, umierali częściej niż zwykle.

Wygląda więc na to, że w grupie największego ryzyka (na pociechę – jesteśmy w niej z chociażby Anglikami) są polscy kibice. Nie da się ukryć, że aspiracje kibiców na Euro 2012, którego jesteśmy współgospodarzem, będą olbrzymie, a szanse na osiągnięcie takiego sukcesu jak Francja w 1998 roku – znikome. Z medycznego punktu widzenia dobrze byłoby więc przyjąć postawę kibica San Marino i szukać w grze biało-czerwonych jedynie pozytywów np. pojedynczą akcją Roberta Lewandowskiego czy Jakuba Błaszczykowskiego lub... wybrać sobie inny zespół, który może dostarczyć nam dużo radości np. Hiszpanię. Jednak prawda jest taka, że zakładając biało-czerwony szalik zapomnimy o zabójczych statystykach z 1998 roku i skoncentrujemy się na wspieraniu Polaków.

Oby na Euro podopieczni Franciszka Smudy okazali się wybitnymi kardiologami i zadbali o nasze serca.

WP.PL

Opinie

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!